sobota, 3 maja 2014

Rozdział 3

-Co teraz zrobimy ?! -Zapytałam cicho
-Wróćmy do domu. Tylko cicho! 
Po cichu wycofaliśmy się do domu Karoliny. Wyglądam przez okno czy opętani odchodzą lecz coś dziwnego się z nimi stało. Nie słysząc żadnego hałasu oraz nie widząc zagrożenia przeszli w stan uśpienia. Było to bardzo dziwne.Siedzieliśmy i siedzieliśmy a na zewnątrz się nic nie zmieniało. 
-Wiem! -Zawołałam
-Co wiesz ?! - Spytał Szymon
-Wiem jak możemy stąd wyjść. Z salony można wyjść na tył domu , na ogródek a prosto z niego do lasu.
-Zabieramy się stąd! 
Szybko zabraliśmy wszystko to co nam jest potrzebne i poszliśmy. Po ciuchy wyszliśmy z domu na ogród. Byłam lekko przerażona gdyż bałam się że jeden z opętanych może tam być. Lecz myliłam się. Nikogo nie było na tyłach domu.Przed naszą drogą stał płot. Nie było furtki więc musieliśmy przejść przez niego. Szymon Podsadził mnie a ja weszłam na niego i nagle.. spadłam! Skręciłam sobie nadgarstek i nie mogłam biegać. Strasznie mnie bolało. Usiedliśmy pod płotem a Szymon mnie opatrzył. 
-Będę Cię nieść.-Powiedział pewnie
-Nie. Zostaw mnie tu. Jestem tylko ciężarem teraz..-Powiedziałam smutna
-Nie! Nie zostawię cie tak! Nie mogę stracić kolejnej osoby!
Po tych słowach szybko wstał i podniósł mnie. Widziałam tylko korony drzew i słyszałam śpiew ptaków aż nagle zemdlałam. Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Przede mną był fotel a na nim leżały nasze zapasy. Obróciłam głowę w prawo.. Pusto. Obróciłam Głowę w lewo i zobaczyłam Szymona z bronią który stał przy oknie a do mnie tyłem. 
-Co się stało? Nic nie pamiętam.
-Zemdlałaś 
-Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
-W jakimś starym domu, bardzo starym. Nikogo tu nie ma, ani też w pobliżu ale wole obserwować okolicę.
Po tych słowach poczułam się bardzo bezpieczna. Wiedziałam że Szymon mnie obroni!
-Natalio , chodź zobacz..
Podeszłam do niego i przez okno zobaczyłam jednego opętanego. Nie miał rąk. Ale dalej żył.Wreszcie poszedł sobie. Zaczęłam rozmyślać co będzie dalej..
-A jeśli zginiemy ? -Smutna zapytałam
-Nie zginiemy. Obiecuje ci to.
-Nie powinno się składać obietnic których nie da się dotrzymać..
-A kto powiedział że nie dotrzymam ? -Uśmiechnięty powiedział.
Zapadała już noc. Znalazłam jakieś koce i stary materac..
-Będziemy spać razem? -Zapytałam uśmiechnięta
-Jak nie będę pilnować czy nic nie nadchodzi to tak - Roześmiał się.
Położyłam się i usnęłam. Obudziło mnie dotknięcie Zimnych dłoni. To był Szymon który mnie przytulił. Było to naprawdę miłe. Czułam się bezpieczna w jego obcięciach. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy..
-Wszystko będzie dobrze - Zapewnił mnie
-Wierze ci..
I nagle. Stało się.. Pocałowaliśmy się .. Zrozumiałam że nie chce go zostawić i że go kocham. Nagle nas coś zaniepokoiło i przerwało pocałunek. Z dołu dochodził dziwny hałas. Jak by ktoś wchodził do domu..
----------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że dziś takie krótkie to opowiadanie ale nie miałam czasu. Jutro napiszę dłuższe :) I mam pytanko czy pasuje wam taki wątek miłosny ? :) 
+ Dziękuje za wszystkie komentarze ♥

2 komentarze:

  1. Świetny blog ! .

    ZAPRASZAMY DO NAS - KellyandKatte.blogspot.com

    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne :)
    "I nagle. Stało się.. Pocałowaliśmy się .. " ♥♥♥!

    http://powodzeniaveronica.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń