wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 4

-Co to było?!- Zapytałam drżącym głosem
-Nie wiem, pójdę to sprawdzić.-Odpowiedział Szymon
-Nie puszczę cię samego!-Zaprotestowałam-Idę z tobą.
-Nie! Masz tu zostać!
-Ehhh... no dobrze.
Szymon zabrał broń i poszedł na dół. Po kilku minutach usłyszałam hałas.. jakby coś lub ktoś się przewrócił. Zaniepokojona chciałam iść zobaczyć co się stało. Gdy już miałam zejść po schodach nieznajomy facet złapał mnie i przyłożył mi broń do głowy. Szybkim krokiem przesunęliśmy się pod okno. Szymon szybko przybiegł i zaczął krzyczeć
-Zostaw ją gnoju!
-Odłóż broń bo jak nie to ją zastrzelę! - Odpowiedział pewnie napastnik.
Szymon spojrzał na mnie i odłożył broń.. Gdy napastnik poczuł się pewnie kopnęłam go i wykręciłam mu rękę. Z jego dłoni wyleciała pistolet, który gwałtownie podniosłam. Spojrzałam na niego i powiedziałam
-Masz minute by opuścić ten dom, jeśli tego nie zrobisz.. strzele!
Facet spojrzał na mnie z przerażeniem i szybko wybiegł z domu. Jeszcze przez kilka minut obserwowałam go, lecz po pewnym czasie znikł między drzewami.
-Powinniśmy ruszać dalej!-Powiedziałam pewnie
-Dobrze ale w którą stronę ? -Spytał Szymon
-Pójdziemy na wschód, zabierzmy wszystko co nam się przyda i ruszajmy jak najszybciej.
-Dobrze
Po tych słowach zabraliśmy się za pakowanie. Zabraliśmy prowiant i ciepłe ubrania które znaleźliśmy w domu. Ruszyliśmy szliśmy szybko ale za razem cicho. Nagle coś usłyszeliśmy
-Szymon co to było?-Zapytałam
-Nie wiem Natalko- powiedział - nie wiem..
-Okazało się że był to tylko mały lisek. Ruszyliśmy dalej. Po kilku godzinach znaleźliśmy się w małym miasteczku gdzie nie było żywej duszy..
-Tu jest cicho - powiedziałam - za cicho...
-Zgadzam się - Odpowiedział Szymon - Coś tu nie gra.
Po kilku krokach potknęłam się o coś i zza rogu wyszła grupa opętanych, która zaczęła zmierzać w naszą stronę!!
-UCIEKAJ! - Krzyknął Szymon

--------------------------------------------------------------------
Chce was bardzo przeprosić że znowu takie krótkie oraz za to że długo nić nie pisałam, nie miałam czasu ani weny ale teraz będę pisać raz lub dwa w tygodniu! :) 
Papa!

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 3

-Co teraz zrobimy ?! -Zapytałam cicho
-Wróćmy do domu. Tylko cicho! 
Po cichu wycofaliśmy się do domu Karoliny. Wyglądam przez okno czy opętani odchodzą lecz coś dziwnego się z nimi stało. Nie słysząc żadnego hałasu oraz nie widząc zagrożenia przeszli w stan uśpienia. Było to bardzo dziwne.Siedzieliśmy i siedzieliśmy a na zewnątrz się nic nie zmieniało. 
-Wiem! -Zawołałam
-Co wiesz ?! - Spytał Szymon
-Wiem jak możemy stąd wyjść. Z salony można wyjść na tył domu , na ogródek a prosto z niego do lasu.
-Zabieramy się stąd! 
Szybko zabraliśmy wszystko to co nam jest potrzebne i poszliśmy. Po ciuchy wyszliśmy z domu na ogród. Byłam lekko przerażona gdyż bałam się że jeden z opętanych może tam być. Lecz myliłam się. Nikogo nie było na tyłach domu.Przed naszą drogą stał płot. Nie było furtki więc musieliśmy przejść przez niego. Szymon Podsadził mnie a ja weszłam na niego i nagle.. spadłam! Skręciłam sobie nadgarstek i nie mogłam biegać. Strasznie mnie bolało. Usiedliśmy pod płotem a Szymon mnie opatrzył. 
-Będę Cię nieść.-Powiedział pewnie
-Nie. Zostaw mnie tu. Jestem tylko ciężarem teraz..-Powiedziałam smutna
-Nie! Nie zostawię cie tak! Nie mogę stracić kolejnej osoby!
Po tych słowach szybko wstał i podniósł mnie. Widziałam tylko korony drzew i słyszałam śpiew ptaków aż nagle zemdlałam. Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Przede mną był fotel a na nim leżały nasze zapasy. Obróciłam głowę w prawo.. Pusto. Obróciłam Głowę w lewo i zobaczyłam Szymona z bronią który stał przy oknie a do mnie tyłem. 
-Co się stało? Nic nie pamiętam.
-Zemdlałaś 
-Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
-W jakimś starym domu, bardzo starym. Nikogo tu nie ma, ani też w pobliżu ale wole obserwować okolicę.
Po tych słowach poczułam się bardzo bezpieczna. Wiedziałam że Szymon mnie obroni!
-Natalio , chodź zobacz..
Podeszłam do niego i przez okno zobaczyłam jednego opętanego. Nie miał rąk. Ale dalej żył.Wreszcie poszedł sobie. Zaczęłam rozmyślać co będzie dalej..
-A jeśli zginiemy ? -Smutna zapytałam
-Nie zginiemy. Obiecuje ci to.
-Nie powinno się składać obietnic których nie da się dotrzymać..
-A kto powiedział że nie dotrzymam ? -Uśmiechnięty powiedział.
Zapadała już noc. Znalazłam jakieś koce i stary materac..
-Będziemy spać razem? -Zapytałam uśmiechnięta
-Jak nie będę pilnować czy nic nie nadchodzi to tak - Roześmiał się.
Położyłam się i usnęłam. Obudziło mnie dotknięcie Zimnych dłoni. To był Szymon który mnie przytulił. Było to naprawdę miłe. Czułam się bezpieczna w jego obcięciach. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy..
-Wszystko będzie dobrze - Zapewnił mnie
-Wierze ci..
I nagle. Stało się.. Pocałowaliśmy się .. Zrozumiałam że nie chce go zostawić i że go kocham. Nagle nas coś zaniepokoiło i przerwało pocałunek. Z dołu dochodził dziwny hałas. Jak by ktoś wchodził do domu..
----------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że dziś takie krótkie to opowiadanie ale nie miałam czasu. Jutro napiszę dłuższe :) I mam pytanko czy pasuje wam taki wątek miłosny ? :) 
+ Dziękuje za wszystkie komentarze ♥

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 2

Szłam z rodzicami po tej trasie i szłam. Byłam strasznie zmęczona, nie miałam sił.
-Tato, mamo -Powiedziałam- Możemy zrobić postój ? Nie mam już sił..
-W sumie, nawet to dobry pomysł. -Powiedziała mama- zatrzymajmy się w tej Przyczepie kempingowej.
Na początku tata wszedł to przyczepy i sprawdził czy nikogo tam nie ma i czy możemy być bezpieczni. Po dłuższej chwili pozwolił nam wejść. Pomyślałam że wreszcie mogę odpocząć! To było coś niesamowitego. Czułam jak siły wracają do mnie a wraz z nimi chęci do walki z tym czymś. Był już wieczór. Słońce zachodziło, było bardzo cicho i spokojnie. Żadnego wiatru , nic kompletnie. Położyłam się spać. Nagle jakieś hałasy mnie obudziły. Zauważyłam że rodzice się pakują więc zrobiłam to samo. Nie wiedziałam co się dzieje. Byłam przerażona! Gdy wyszliśmy zauważyłam ''innych''! Byli kilka metrów od nas. Niestety głupia ja musiała o coś zawadzić i zrobiłam hałas. Opętani się spojrzeli w naszą stronę i zaczęli Biegnąć!! Szybko z rodzicami zrobiliśmy to samo tylko pobiegliśmy w stronę lasu. Straszliwie się bałam. W pewnym momencie .. zgubiłam rodziców! Nie wiem jak to się stało. Byłam przerażona.. W lesie było ciemno. Nie wiedziałam czego mogę się tam spodziewać. W oddali zauważyłam dróżkę. Szybko tam pobiegłam. Przy dróżce był znak w kształcie strzałki który kierował w prawo. Na znaku widniał napis ''N+K=BFF''.
-Znam go!!! - Krzyknęłam szczęśliwa!
Znak prowadził do domu mojej najlepszej przyjaciółki Karoliny! Szybko pobiegłam w stronę jej domu. Byłam bardzo szczęśliwa! Nie da się opisać tego co w tedy czułam. Wreszcie po męczącym biegu zobaczyłam ulicę gdzie znajdował się jej dom. Bez dłuższego namyśle wbiegłam do niego jak opętana krzycząc
-Karolina!!!!!!!!!!!
Nic nie usłyszałam prócz stukania. Wystraszyłam się. Poszłam do salonu. Pusto. Poszłam do łazienki, to samo. Poszłam do kuchni.. A tam, ktoś siedział. Jakiś chłopak. Bałam się coś powiedzieć bo miał nóż i to właśnie nim stukał o stół. Wreszcie z siebie wydusiłam..
-Przepraszam -Powiedziałam wystraszona- Gdzie tu są właściciele domu?
Nie odwrócił się ale odpowiedział.
-Na górze.Ale nie radę iść..
Bez wahania poszłam na górę. Otworzyłam drzwi od pokoju jej rodziców a z tamtą wybiegła Karolina i jej mama. Nie były już sobą!! Chłopak który siedział w kuchni przybiegł do mnie i zabił mamę. A ja trzymałam Karolinę.
-Karolina!! Wróć do mnie!! Nie możesz mnie tak teraz zostawić..
Próbowałam znaleźć w tym czymś moją przyjaciółkę , ale nic to nie dało.To coraz bardziej chciało mnie ugryźć. Chłopiec dał mi nóż mówiąc:
-Zrób to!
Zapłakana wahałam się. Nie mogłam jej zabić, ale już nie było ratunku. Wbiłam jej nóż w brzuch. Upadła. Lecz to nic nie dało! Żyła nadal. Chłopak zabrał mi nóż i wbił jej go w głowę. Przestała się ruszać. Ja osunęłam się na podłogę i oparła o ścianę płacząc. Ryczałam jak małe dziecko. Chłopak spojrzał na mnie i usiadł obok. Przytulił mnie i zaczął pocieszać.
-Jestem Szymon. -Powiedział
-Natalia..
-Nie płacz.. nie warto. Na każdego kiedyś przyjdzie czas..
-Ale ona była zbyt młoda! -Krzyknęłam.
-Ale lepiej teraz niż żeby musiała ze zmienionymi walczyć.
-Może masz racje -Mruknęłam-Ale tak właściwie to co ty tu robisz ? W jej domu? -Spytałam
-Może to dziwnie zabrzmi ale oni mnie przygarnęli. Od niedawna jestem ich sąsiadem i gdy musiałem zabić rodziców bo się zmienili, przyszedłem do nich.. ale u nich to samo. Zabiłem pana Mateusza, ojca Karoliny a ją i jej matkę zamknąłem w pokoju. Nie miałem odwagi ich zabić.-Odpowiedział.
-Rozumiem..
Szymon ocierał moje łzy i powtarzał że wszystko będzie dobrze. Ale trudno było mi w to uwierzyć.
-Lepiej zabijać ich nożem niż zastrzelić. -Powiedział patrząc na mój pistolet.
-Dlaczego ?
-Bo reagują na hałas. Wiesz co może się zbierajmy bo twoje krzyki mogą sprowadzić innych. Weź jakieś jedzenie a ja poszukam nam broni.
Tak też zrobiliśmy. Już zapominałam o rodzicach. Byłam szczęśliwa że nie muszę być sama i znalazł się ktoś taki jak Szymon. Był on rok starszy i trochę się znał na broni , bo jego tata był wojskowym, dzięki czemu czułam się przy nim bezpieczna. Zabraliśmy to co nam było potrzebne i wyszliśmy a tam.. stado opętanych.

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 1

Zacznijmy od początku. Był czwartek. Miałam  o 6 zbiórek bo miałam jechać z Klasą na wycieczkę do Krakowa a mieszkałam w Poznaniu. Jak zwykle wstałam 2 godziny przed zbiórką czyli o 4 i zaczęłam się szykować. Ubrałam się i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Nagle pod nasz dom podjechał czarny samochód a z niego wysiadło 3 facetów w kominiarkach.. Wzięłam to co miałam pod ręką , czyli nóż i pobiegłam do rodziców by ich obudzić. Tata był policjantem więc nie panikował tak jak ja. Kazał mi się schować pod łóżko i tak też zrobiłam. Kilka minut potem usłyszałam 4 strzały!! Okazało się że taka ich postrzelił. Odetchnęłam z ulgą! Ale coś dziwnego zaczęło się dziać! Mimo ran postrzałowych w serce oni nadal żyli lecz .. nie byli już sobą. Tata kazał mi iść po jakiś sznur i zrobiłam to co kazał. Przywiązał ich a kilka minut potem oni otworzyli oczy. Mieli oni czerwone , duże  oczy. Było to straszne! Mama z tatą kazali mi zabierać to co tylko mogę i biegnąć do auta. Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi no ale jak już się spakowałam i pobiegłam do auta , podczas podróży tata wszystko wyjaśnił.
-Zaczęło się.. - Powiedział
-Co się zaczęło?! - Zapytałam drżącym głosem
-Ostatnio do nas do pracy przyjechało wojsko - Powiedział - zaczęli nam robić coś podobnego do wykładu i mówić, że robili testy na ludziach, a dokładnie próbowali znaleźć lek na Alzheimera. Okazało się że stworzyli wirus który , jeśli człowiek zginie zamieni się w coś podobnego do bestii! Będzie zabijać! Jeśli ugryzie innego człowieka ten również się zamieni.. - Powiedział wystraszony
-Nie da się tego powstrzymać ? - Zapytałam razem z mamą
-Na razie nie da. Trzeba czekać w ukryciu.
Wszędzie były straszne korki. Nie dało się nigdzie jechać więc postanowiliśmy jechać polnymi.Jechaliśmy i jechaliśmy. Już brakowało nam sił aż wreszcie. Zobaczyliśmy jakąś chatkę w polach. Nikogo nie było przy niej ani w środku. Stwierdziliśmy że tam zostaniemy. Następnego dnia obudziłam się wcześniej. Tata siedział przed domem z wiatrówką w rękach.
-Tato.. Na ucz mnie strzelać -Powiedziałam pewnie.
-NIE! Choć .. w sumie to nawet dobry pomysł - Powiedział
-Czyli zgadzasz się ?
-Możliwe. Poczekaj chwile tutaj - Powiedział.
Po chwili tata wrócił z pistoletem.
-Poczekaj jeszcze chwilkę i trzymaj.
Tata zaczął ustawiać Kostkę siana i rysował na nim coś jak tarcza. Zaczął mnie uczyć strzelać.
-Tak odbezpieczasz pistolet , tu ładujesz go. -Mówił
Miałam świetnego cela! Za każdym razem środek tarczy! Aż z daleka zauważyłam idące to coś. Widziałam idącego człowiek lecz już po przemianę. Nazwałam go opętanym i ustawiłam pistolet wprost na jego Głowę.
-Zrób to - Powiedział pewnym głosem tata.
I strzeliłam. Zabiłam go.. Dziwnie się z tym czułam ale musiałam się przyzwyczajić. W pewnej chwili z lasu który było widać z oddali zaczęli wychodzić opętani! Czyżby reagowali na hałas?! Tata szybko obudził mamę i pojechaliśmy dalej. Wyjechaliśmy na trasę a tam totalne masakra. Auta puste i były porozsiewane po caałej trasie. Nie dało się jechać więc dalej musieliśmy ruszyć pieszo..

Prolog

Jestem Natalia. Miałam 14 lat jak to wszystko się zaczęło. Pewnego piękna dnia do mojego domu zapukali jacyś mężczyźni. Chcieli nas okraść lecz tata był policjantem więc ich zastrzelił aż nagle.. Oni się zmienili. A z nimi reszta świata!Ludzie dosłownie oszaleli!! Nie wiedziałam co będzie ale miałam swoją rodzinę , lecz niestety z czasem ginęli.. Nie przez naturalną śmierć, tylko przez coś co ja nazywam Opętaniem.. Choć nie do końca nim było. Aktualnie mam 15 lat, ale nadal to wszystko trwa.Każdego dnia się boję lecz staram się nie dać tym osobą które są ''Opętane''.Świat oszalał a ja akurat muszę z tym walczyć..